niedziela, 14 maja 2017

Po nawróceniu straciłam przyjaciół

Podchodzę z dystansem do własnego myślenia. Jako osoba nadmiernie wrażliwa nie mogę przekraczać pewnych granic z przeszłości. Dlatego rzadko otwieram te drzwi. Czasami, tak jak teraz. Po kolejnej analizie dotyczącej tego, jakie zmiany nastąpiły w moim życiu po nawróceniu.

PRZED 
74 zdjęć. Dokładnie tyle fotografii zdobi od kilku lat jedną z moich ścian. Z większości z nich spoglądają na mnie oczy, których nie widuję od dawna. Oczy tych, którzy byli moimi bliskimi znajomymi czy przyjaciółmi.
Spotkałam różnych ludzi, podobnie jak Ty.
Z jednej strony łamali serce, burzyli spokój i opuszczali, a z drugiej oświetlali mi drogę, służyli pomocą i czasem, a nawet dzielili się swoimi ostatnimi papierosami. Były wspólne ogniska i wyjazdy, rozmowy do białego rana, wzajemne ocieranie łez i cała masa szczęśliwych chwil. 


***
Nie mam jakiejś wyszukanej definicji przyjaźni. Wiem natomiast, że aby ona istniała - ludzi musi łączyć potężna emocjonalna więź. Więź, która powstaje, gdy otwieramy serce i historię naszego życia przed drugą osobą. Podchodzimy z troską do drugiego człowieka, dbamy o jego dobro, potrafimy zarówno milczeć, jak i prowadzić długie rozmowy bez skrępowania. Słuchać, a nie słyszeć. I tęsknimy za jego obecnością.  
Takich ludzi zawsze miałam wokół siebie. 

PO
Gdy na nowo zaczęłam poznawać Boga i wchodzić z Nim w głębszą relację - poczułam, że coś w moim świecie powoli rozsypywało się w drobny mak. Zaczęło się od drobnych uszczypliwości na temat mojego nawrócenia. Później spłynęła fala ignorowania moich telefonicznych połączeń czy zapytań o spotkanie. Dowiedziałam się, że stałam się jakaś inna i chyba coś poprzestawiało mi się w głowie (dodam, że obracałam się w towarzystwie osób niewierzących lub niepraktykujących). Dostałam po głowie wiadrem pełnym niechęci, drwin i plotek. Wiadrem pełnym tego, czego się wyzbyłam, od najbliższych mi osób. 
Czy bolało? Jak cholera.
Czy się mściłam? Nie.
Bóg nie jest Bogiem nienawiści, lecz miłości. Szybko to pojęłam i zaczęłam stosować tę prawdę w stosunku do ludzi, od których dostałam cios w plecy. Mogłam się buntować i złorzeczyć. Mogłam się obrażać i plotkować za ich plecami. Nie zrobiłam tego. Wybrałam miłość i modlitwę.
Zarzucano mi, że się zmieniłam. Nie protestowałam. Dla nich moja zmiana nie była zmianą, którą ja dostrzegałam na każdym kroku. Dla nich zbyt często chodziłam do Kościoła, zaczęłam uważać na słowa i w ogóle żyłam w innym świecie. Nie zauważyli, że przestałam wlewać w siebie litry alkoholu i faszerować się prochami. Nie miało znaczenia to, że zaczęłam się uśmiechać, rozmawiać z ludźmi i cieszyć życiem. Nie dostrzegli, że przestałam ukrywać nadgarstki pod toną bransoletek i wyć w ich ramiona mówiąc, że się zabiję.
Odeszli...

***
Dziś mogę zrobić tylko to, co robiłam do tej pory. Mogę po raz kolejny podziękować Bogu za tych ludzi. Za to, że ich spotkałam i miałam możliwość pomieszkać trochę w ich sercu i życiu. Za to, że byli dla mnie oparciem, radością, doświadczeniem i lekcją. Za to, że wciąż żyją, choć beze mnie i mam nadzieję - mają się dobrze. Wierzę, że taka była wola Boga, bo nikt z nich nie pojawił się przypadkiem. Nikt nie umknął w zakamarkach mojej pamięci i każdy odbił ogromnie znaczący ślad w moim sercu. Niech im Bóg błogosławi!  
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione! 
(Hi 1, 21)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.