niedziela, 28 maja 2017

Hejt, czyli katolik w Sieci


Dla odmiany piję herbatę - malinową. Nie lubię herbaty, ani tym bardziej malin. Nie przepadam za wieloma rzeczami, miejscami czy ludźmi, ale staram się modlić się za te osoby, a w danym otoczeniu próbuję znaleźć jakieś pozytywy. 
Siedząc przed komputerem i przeglądając aktualności na Facebook'u natknęłam się na artykuł Jak popełnić samobójstwo? znanego jezuity - Ojca Grzegorza Kramera. Niespecjalnie jest mi po drodze z ojcem Grzegorzem i myślę, że w wielu kwestiach bardzo się różnimy, ale jedno na pewno nas łączy: bezgraniczna miłość do Pana Boga i chęć głoszenia Dobrej Nowiny - robimy to według własnego sposobu, używamy własnego języka i sformułowań, ale docieramy do wspólnego punktu. Zgodnego ze Słowem Bożym.


Nie miałam okazji poznać osobiście o. Grzegorza. Nie uczestniczyłam w sprawowanej przez niego Eucharystii, nie rozmawiałam z nim przy piwie i nie znam historii jego życia, prócz tego, co mogłam do tej pory usłyszeć w udostępnianych przez ojca nagraniach video czy przeczytać we wpisach na blogu. 
    
Tekst, który powyżej zalinkowałam ujął mnie prawdą wrażliwością i szczerością. Zapisałam link, by do niego powrócić i przez jakiś czas śledziłam opinie innych osób. Już nie śledzę, ponieważ zabolało mnie chrześcijaństwo, pod którym się nie podpisuję. Padła fala niezrozumiałego dla mnie hejtu. Jeśli ktoś otwiera przede mną serce i bolesną prawdę swojego życia, a ja w zamian za to wylewam na tę osobę wiadro pomyj w postaci złośliwego hejtu i szyderstwa, to nie powinnam nazywać siebie katoliczką. Nie godzę się na chrześcijaństwo, które nie ma nic wspólnego z miłością, o której mówi nam Jezus, i która jest fundamentem w relacji z Nim.
Gardząc drugim człowiekiem - gardzimy Bogiem.
Wyśmiewając się z bliźniego - wyśmiewamy Boga.


Wiesz dlaczego tak wielu ludzi odchodzi od Boga, a Jego wyznawców niewierzący postrzegają za bandę postrzeleńców i kłamców? Ja wiem, ponieważ wiele lat temu sama m.in. z tego powodu porzuciłam wiarę chrześcijańską. Bardzo często rozmijamy się z tym, co głosi Bóg. Po wyjściu z Kościoła potrafimy więcej powiedzieć na temat sąsiadki niż o samym wewnętrznym przeżyciu Eucharystii. Oceniamy wszystko, wszędzie i wszystkich. Ranimy bliskich, rzucamy zawistne spojrzenia i biernie przyglądamy się krzywdzie innych. Zdarza się, że kradniemy. Zdarza się, że zabijamy. I tak jak w przypadku o. Grzegorza oraz wielu innych osób, zdarza się, że obrzucamy publicznie błotem niewinnego człowieka.
Nie dla takiego chrześcijaństwa się nawróciłam i nie chcę być z nim utożsamiana. Boję się o tych, którzy regularnie chodzą do Kościoła, uważają się za wierzących, mają zdjęcie w tle z wizerunkiem Chrystusa na Facebook'u i jednocześnie puszczają wiązankę paskudnych epitetów w Sieci do drugiej osoby. 


Wstyd mi. 
Przepraszam zarówno wierzących, niewierzących, jak i wciąż poszukujących oraz zagubionych - za tych ludzi i za ich błędną wizję chrześcijaństwa.
Powtarzam - Bóg nie jest Bogiem nienawiści, lecz miłości. Chrześcijaństwo jest piękne i dobre. Bóg jest dobry!   
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.