sobota, 15 kwietnia 2017

Drewniane kratki, które niejedno słyszały...

Adoracja. Szmer przewracanych paciorków różańca w przednich ławkach. Ludzie z Koła Różańcowego pogrążeni we wspólnej modlitwie. Kilkanaście ławek wstecz klęczę ja. Oplatam różaniec wokół dłoni i próbuję zagłuszyć w głowie cudze modlitwy oraz myśli, które kołaczą się niespokojnie. Nie umiem skończyć nawet pierwszej dziesiątki różańca. Przyszłam do Kościoła ze swoimi myślami, rozterkami i bólem. Ja, ale oni także, co musiałam uszanować. Postanowiłam przeczekać i po prostu być. 

Odwróciłam głowę w stronę oświetlonego, pustego konfesjonału. Zaczęłam odpływać... Odpływałam... Aż wreszcie odpłynęłam zupełnie. 

***
Ile różnych emocji i uczuć przewija się przez ten niewielki mebel.
Strach, ból, wstyd, ulga, radość, bezsilność, złość, frustracja, lekceważenie, pokora, rozpacz, spokój, samotność, żal... Drewniane kratki, które niejedno słyszały i sponiewierany klęcznik, na którym można z łatwością dostrzec wgłębienia po ludzkich kolanach. Po ludziach proszących Boga o wybaczenie. 
To miejsce, którego zbyt często się boimy. Miejsce, które stale odkładamy na później. Miejsce, które niektórzy traktują jako przepustkę do sakramentu małżeństwa czy bierzmowania. Dla jednych spowiedź to szczere zjednoczenie z Bogiem; dla drugich przykry obowiązek. Miejsce, w którym zostają zerwane kajdany naszych grzechów. Mała drewniana budowla pełna  ludzkich dramatów. Moich. Twoich. Naszych sąsiadów. Ludzi, których widujemy każdego dnia, nie mając pojęcia, jak wiele w sobie noszą.  
 A w tym wszystkim On. Czekający, cierpliwy, słuchający, miłosierny... Bóg.

 ***
Zapanowała cisza. Zbiorowe modlitwy umilkły. Każdy chce mieć swoje sam na sam z Bogiem.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.